Taniec z mieczem

Nigdy nie dawaj miecza człowiekowi, który nie umie tańczyć

- rzekł Konfucjusz.

Było o tańcu na ostrzu i szamańskich korzeniach tańca, teraz będzie o mariażu sztuk wojennych i tańca. Nieprzypadkowo ćwiczenia z białą bronią, tai-chi i tradycyjne tańce mają wiele wspólnych cech. Wszystkie harmonijnie rozwijają ciało, ucząc płynnych i precyzyjnych ruchów. Ludzie we wszystkich zakątkach świata od niepamiętnych czasów upodobali sobie taniec z tym niebezpiecznym narzędziem: od Chin, przez Bliski Wschód, aż po naszą antyczną Grecję i współczesne Włochy. Obecnie tańce te zanikają, bo jeszcze na długo przed pojawieniem się unijnych norm bezpieczeństwa rządy rozmaitych państw obawiały się tych obyczajów jako zarzewia buntu. Na początku miały one charakter teatralny i jeden z tancerzy inscenizował mord w walce na drugim. Ale wśród Beduinek popularny był taniec z mieczem balansującym na głowie. Raqs al sayf nie był popularny wśród ludów arabskich, ponieważ twarde mieszkanki pustyni akcentowały przy jego pomocy swoją niezależność. W Egipcie łatwiej zobaczyć tańczących z mieczem mężczyzn.

Taniec na ostrzu noża

W Korei tradycyjnie to kobiety pełniły najczęściej funkcje szamana. Jeszcze sto lat temu ludzie najpierw szli do szamana, a dopiero potem do lekarza. Nic w tym dziwnego, ponieważ szamanka mogła pomóc także przy ogólnożyciowych niepowodzeniach. Na wsi tradycja szamańska jeszcze nie całkiem umarła, przekazywana z matki na córkę.

Początkowo taniec jest bardzo prosty, choć widowiskowy: szamanka wykonuje podskoki i obroty, a dla otuchy otaczający ją ludzie rytmicznie uderzają w bębny i pokrzykują. Dopiero kiedy tancerka osiąga ekstazę, zaczyna właściwy taniec na ostrzu miecza, oczywiście w niewiadomy sposób nie kalecząc sobie stóp.